Największe odkrycia 2016 roku

Dla większości z nas początek roku to czas refleksji i podsumowań, wyznaczania celów na kolejny rok i planowania. I choć nie jestem wielką zwolenniczką noworocznych postanowień, bo tak naprawdę każdy dzień, każda chwila, może być nowym początkiem jeśli bardzo tego pragniemy, lubię w tym czasie zrobić bilans tego, co udało mi się (lub nie udało) zrealizować, co dobrego mnie spotkało i czego nowego nauczyłam się w ubiegłym roku. Wybiegam też myślami w przyszłość – jak chciałabym aby wyglądał mój rok 2017? Nie jest tajemnicą, że jeśli chcemy coś osiągnąć w życiu, musimy mieć tego wyobrażenie, jasną wizję… Bez względu na to czy wiemy (czy też nie) jak będzie wyglądała droga do naszego celu – powinniśmy go jak najdokładniej określić.

Jednym z najskuteczniejszych sposobów na uporządkowanie i zwizualizowanie swoich celów i pragnień jest stworzenie Vision board, czyli osobistej mapy marzeń, na widok której dosłownie szybciej bije nam serce 🙂 Jeśli interesuje Was ten temat, proces tworzenia Vision Board -krok po kroku- opisałam TUTAJ.

Zawsze wraz z Nowym Rokiem staram się też oczyścić swoją przestrzeń ze zbędnych rzeczy, które nie są mi już potrzebne. Przeglądam szafę, dokumenty, a nawet pliki na komputerze. Takie noworoczne porządkowanie i pozbycie się wszystkiego, co już mi nie służy, daje nie tylko satysfakcję, poczucie spokoju i więcej życiowej przestrzeni -dla mnie to symboliczne zrobienie miejsca i otwarcie się na pozytywne zmiany, jakie (mam nadzieję – dla nas wszystkich) przyniesie ten rok 🙂

 

Największe odkrycia roku 2016

W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić zestawienie moich największych odkryć minionego roku, które w znaczący sposób wpłynęły na mnie i jakość mojego życia. To absolutni ulubieńcy, których z czystym sumieniem, mogę polecić dalej 🙂 

 

1. Kurkuma i Złote mleko

Zaczynamy od prawdziwego mocarza! Bo ta żółta, niepozorna przyprawa to mój numer jeden w budowaniu odporności, zwalczaniu przeziębień, infekcji, problemów z cerą i bezsenności. Badania naukowe potwierdzają, że aktywny składnik zawarty w kurkumie, zwany kurkuminą,  jest odpowiedzialny za ponad 400 prozdrowotnych właściwości! Kurkuma działa przeciwzapalnie, antynowotworowo, zwalcza bakterie i wirusy, a także wykazuje właściwości antydepresyjne – i to tylko część jej możliwości! 

 

 

Najlepiej smakuje właśnie w postaci Złotego mleka – wywodzącego się z tradycji ajurvedy napoju o cudownych właściwościach zdrowotnych. W ubiegłym roku piłam Złote mleko prawie codziennie i ani razu nie byłam nawet przeziębiona! Wcześniej miałam problemy z bólem kręgosłupa w odcinku lędźwiowym – który nasilał się gdy długo siedziałam przed komputerem – po roku regularnego picia mogę śmiało powiedzieć, że czuję ogromną różnicę – plecy bolą mnie naprawdę rzadko i to tylko wtedy gdy bardzo długo siedzę w jednym miejscu. To dla mnie ogromna różnica!

Złote mleko wypite wieczorem świetnie rozgrzeje, ukoi zmęczony po całym dniu umysł i ułatwi zaśnięcie. Przepis na ten cudowny napój, więcej faktów na temat kurkumy, a także przeciwwskazania dla jej spożycia znajdziecie w moim wcześniejszym wpisie TUTAJ.

 

2. Koniczyna czerwona

 

 

Ulubione zioło 2016 roku (wiem jak to zabrzmiało… 🙂 ) Planuję o niej osobny wpis na blogu, bo choć jest dość powszechnie występującą rośliną, która latem pokrywa łąki i pastwiska, mało osób wie o jej wspaniałych właściwościach zdrowotnych. Suszone kwiaty koniczyny działają oczyszczająco i przeciwzapalnie na cały organizm, pobudzają pracę wątroby i pęcherzyka żółciowego, wykazują działanie wyksztuśne (polecane przy kaszlu) i łagodzą stany zapalne oskrzeli.

Jest to zioło szczególnie dedykowane kobietom – ze względu na występujące w nim izoflawony o właściwościach estrogennych –  łagodzi objawy menopauzy (takie jak uderzenia gorąca, potliwość, problemy ze snem czy nerwowość), leczy trądzik androgenny, zmniejsza objawy napięcia przedmiesiączkowego i reguluje cykl menstruacyjny. 

Herbatka sporządzona z kwiatów koniczyny dodatkowo ma łagodny, neutralny smak, który świetnie komponuje się z innymi oczyszczającymi ziołami, jak pokrzywa, mniszek lekarski czy korzeń łopianu. 

 

3.  Chleb gryczany  – z samej kaszy

 

 

Nie wyobrażam sobie bez niego życia i nie liczę już nawet ile bochenków upiekłam. Dla mnie ideał – robi się go tylko z namoczonej wcześniej kaszy gryczanej niepalonej. Jest pyszny, super zdrowy i nie zawiera glutenu ani żadnych dodatków typu drożdże czy zakwas (jedynie sól do smaku). Przepis na niego cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem – jeśli jeszcze go nie znacie zapraszam TUTAJ!

Ostatnio eksperymentuję z różnymi dodatkami. Najbardziej smakuje mi z suszoną śliwką, aronią i nasionami konopii.

 

4. Medytacja

Żyjemy w szalonym świecie – na co dzień jesteśmy poddawani wielu stresom i bombardowani mnóstwem (rzadko dobrych) informacji. Wystarczy włączyć dziennik żeby się przekonać! W tym codziennym pędzie ciężko jest zachować spokój. 

Medytacji nie utożsamiam z żadną religią. To mój sposób na wyciszenie umysłu i wsłuchanie się w siebie. Po prostu siadam, zamykam oczy i skupiam się na oddechu. Na początku nie jest to wcale łatwe, umysł wciąż podrzuca nowe myśli, jednak zamiast się z nimi utożsamiać czy je zwalczać, staram się nie podążać za nimi niezmiennie kierując swą uwagę na oddech. 10 minut dziennie takiego ćwiczenia w dłuższej perspektywie czasu potrafi zrobić ogromną różnicę. Zauważyłam, że gdy medytuję regularnie, mam o wiele większą odporność na stres i nie tak łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Staram się żyć w chwili obecnej – tu i teraz, mniej analizuję wydarzenia z przeszłości i nie zamartwiam się tak o przyszłość. Żyję bardziej świadomie i jestem spokojniejsza. 

 

5. Polskie kosmetyki marki Sylveco/Vianek

 

 

To jedne z moich ulubionych kosmetyków. Cenię je za prosty, naturalny skład (bez SLS, parabenów, drażniących detergentów), miłe dla oczu opakowania i przystępne ceny.

Moimi hitami są:

  • Sylveco, Rumiankowy żel do twarzy -genialnie zmywa makijaż (nawet oczu), a przy tym jest delikatny i nie wysusza cery, pachnie bardzo naturalnie i jest wydajny.
  • Vianek, Intensywnie nawilżający krem do twarzy na noc (z ekstraktem z robinii akacjowej) – pomimo swojej lekkiej formuły zaskakująco dobrze nawilża i odżywia skórę, pozostawiając ja gładką i wypoczętą. W swoim składzie ma kompleks humektantów (mocznik, mleczan sodu i kwas hialuronowy), ekstrakt z robinii akacjowej oraz oleje (sojowy, z kiełków pszenicy i arganowy). Używałam też innych kremów marki Vianek, ale to właśnie ten okazał się bezkonkurencyjny jeśli chodzi o nawilżenie przesuszonej skóry. Do jego zalet zaliczam też higieniczne opakowanie (z pompką), delikatny zapach oraz to, że nie zapycha mojej skłonnej do powstawania niedoskonałości cery.
  • Vianek, nawilżający tonik-mgiełka do twarzy (z ekstraktem z ziela owsa) – świetnie uzupełnia działanie nawilżającego kremu, łagodzi i odświeża skórę a dodatkowo nieziemsko pachnie!

 

6. Podkłady mineralne marki Annabelle Minerals

 

 

Znaleźć dobry podkład z bezpiecznym i naturalnym składem, który będzie dobrze współpracował z naszą cerą, a do tego będzie w odpowiednim odcieniu – to jak szukanie igły w stogu siana 🙂 W końcu w ubiegłym roku swoją znalazłam! 🙂 To podkład Annabelle Minerals w odcieniu Sunny (zarówno formuła kryjąca jak i rozświetlająca), który jest chyba moim największym kosmetycznym odkryciem. 

Uwielbiam go za kolor, który idealnie stapia się z moją cerą, bardzo dobre krycie, prosty skład i wydajność. 

W swojej kosmetyczce posiadam jeszcze róże tej marki ( w odcieniu Romantic i Nude) i jestem z nich także bardzo zadowolona – mają piękne, naturalne kolory, są trwałe i wydajne.

 

7. Olej kokosowy w pielęgnacji

 

 

Olej kokosowy to mój naturalny, pielęgnacyjny niezbędnik. Używam go do demakijażu oczu, do olejowania włosów i nawilżania skóry ciała. Jest jednym z głównych składników domowej pasty do zębów czy dezodorantu. Większość z Was słyszała pewnie już o kuracji płukania ust olejem (ssania oleju)? Olej kokosowy nadaje się do tego idealnie.

Kupując olej kokosowy warto wybrać ten nierafinowany, tłoczony na zimno. Jest zdrowszy i przepięknie pachnie kokosem.

 

8. Książki Agnieszki Maciąg : Smak szczęścia, Smak świąt i Pełnia życia

 

 

Te książki zdecydowanie warto mieć w swojej domowej biblioteczce. Agnieszkę Maciąg uwielbiam i od początku regularnie czytam jej bloga. Cenię sobie jej naturalne porady i filozofię życia, sposób w jaki pisze, jej wrażliwość…

Posiadam jej trzy ostatnie książki :

  • Smak szczęścia – to książka do której często wracam, jest tam wiele cennych porad dotyczących tego jak zachować zdrowie, szczupłą sylwetkę, uwolnić się od napięć i stresu, żyć w zgodzie z naturą. Autorka inspiruje i dzieli się swoimi sprawdzonymi sposobami na radośniejsze życie. Podkreśla, że prawdziwe piękno jest ukryte w naszym sercu, trzeba je tylko na powrót odnaleźć.
  • Smak Świąt – zakochałam się w oprawie graficznej tej książki 🙂 To nie tylko książka o pięknie i magii Świąt Bożego Narodzenia, to również  opowieść o tym jak oswoić i zaczarować całą zimę – mnóstwo sposobów na to jak naturalnie zadbać o zdrowie i urodę, pomysłów na upiększenie domu i ponad 100 przepisów na pyszne (nie tylko świąteczne) dania .
  • Pełnia Życia – najnowsza, najbardziej osobista książka, w której Agnieszka opisuje swoją wewnętrzną, duchową przemianę – drogę jaką musiała przejść by odnaleźć i pokochać siebie na nowo, dzieli się również swoimi wskazówkami  jak odnaleźć prawdziwe szczęście i poczucie wewnętrznego spokoju. Pięknie napisana… inspirująca…trafia prosto w serce… 

Książki Agnieszki Maciąg są nie tylko wspaniale wydane i okraszone mnóstwem przepięknych fotografii, znajdziecie w nich przede wszystkim bardzo wartościową treść i dobrą energię wypływającą z każdej przeczytanej strony.

 

9. Pościel w zioła z Ikei (Strandkrypa)

Jak na prawdziwego maniaka ziół przystało, uwielbiam wszystko co z nimi związane. Na koniec pokażę więc mój ulubiony zakup 2016 roku, a jest to… ta urocza pościel w zioła z Ikei  🙂 Wykonana z dobrej gatunkowo bawełny, miła w dotyku, a do tego nie kosztowała zbyt dużo. Taka mała rzecz, a cieszy 🙂 

 

 

 Powyższa dziewiątka, którą przedstawiłam to moi ulubieńcy 2016 roku. Mam nadzieję, że i Wam się spodobają 🙂

A może i Wy zechcecie podzielić się ze mną swoimi ulubieńcami? Co wartego uwagi odkryliście w ubiegłym roku? Książkę, kosmetyk, przepis na pyszne danie… czy może coś zupełnie innego? Z chęcią przeczytam w komentarzach 🙂

 

Pozdrawiam ciepło, a już szczególnie wszystkich zmarzluchów takich jak ja…

Kochani, aby do wiosny 🙂

 

Monika

  • Książki Agnieszki Maciąg i olej kokosowy w demakijażu to również moje odkrycia 2016r. Poza tym w zeszłym roku bardzo lubiłam olejek tamanu do twarzy, z zainteresowaniem odkrywalam kuchnie roślinna i wypijalam mnóstwo herbat z imbirem. Pozdrawiam!

    • Tak, rozgrzewający imbir w herbacie, szczególnie zimą to u mnie też podstawa. Olejku tamanu kiedyś używałam, ale z tego co pamiętam nie zauważyłam po nim poprawy wyglądu cery. Ale było to dawno temu…hmm…może dam mu jeszcze jedną szansę… ?Pamiętam tylko, że dość intensywnie pachniał… rosołem 🙂

      Pozdrawiam serdecznie i gratuluję świetnego bloga 🙂

  • Uwielbiam książki Agnieszki Maciąg! 🙂 I jestem fanką pościeli z Ikei! Oraz jak już wiesz lubię produkty AM 😉 pozdrawiam 🙂

    • Super, mamy ze sobą trochę wspólnego! Poza tym masz sporą wiedzę, jeśli chodzi o naturalną pielęgnację, zdecydowanie muszę częściej Cię odwiedzać 🙂

      • <3 zapraszam serdecznie, ja Ciebie również będę z przyjemnością odwiedzać!